piątek, 22 lutego 2013

kosmetycznie


Kosmetyki, kosmetyki, kosmetyki...te drobiazgi sprawiają, że naprawdę ciężko nam się bez nich obejść. Szalejemy na punkcie cieni, pudrów i pomadek. Są dla nas w końcu "drugą skórą":). Przynajmniej wdzięcznie starają nam się pomagać w codziennych próbach ukrycia tego i owego i podkreśleniu tego, co w nas najlepsze. Bo przecież właśnie o to chodzi- o podkreślanie swojej urody, a nie całkowite jej ukrycie. Każda kobieta ma w sobie piękno, ale niestety nie wszystkie potrafią je wydobyć. Albo nie są przyzwyczajone do używania kosmetyków kolorowych na codzień, albo nie potrafią same wymalować się tak, żeby podkreślić swoje atuty, albo zwyczajnie zaniedbują swój makijaż, tłumacząc się brakiem czasu. Niestety BRAK CZASU jest złym wytłumaczeniem, bo tak naprawdę na codzienny makijaż nie musimy poświęcać więcej niż 5-6 minut. 

Najważniejsze jest dbanie o prawidłowy demakijaż. Ja do tego celu używam mleczka kosmetycznego z firmy Lirene. Jako, że mam skórę suchą mleczko jest chyba najlepszym wyborem, pozostawia na twarzy przyjemny zapach i nie podrażnia delikatnej skóry w żaden sposób. Dodatkowo nawilża i naprawdę oczyszcza. 

Do skóry suchej wybieram zawsze krem nawilżający. Do tej pory byłam wierna polskim firmom- bardzo lubię Bielendę i Ziaję. Jednak ostanio przemknęła mi się przez głowę myśl, że trzeba pomyślać o kremie odpowiedznim do mojego wieku, bo włókna kolagenowe raczej już zakończyły swoją produkcję:([pozdrawiam wszystkie 30-stki]. 

Na codzień używam kremu BB z firmy Garnier i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że chyba po raz pierwszy sądzę, że reklama nie kłamie. Krem cudnie i z lekkością zastępuje ciężkie podkłady. Nie mam problemów ze swoją skórą, więc nakładam cienką warstwę kremu BB (odcień light). Moja cera ma wyrównany koloryt i jest gładka, a przy tym plus za zapach. 

Lekko muskam twarz pudrem z firmy Max Factor. Transparentny nr 5 towarzyszy mi od lat. Fajnie matowi skórę, nie zostawiając ciężkiej maski na twarzy. Jest to chyba mój ulubiony kosmetyk i nie rozstanę się z nim za żadne skarby. 

Do nadania policzkom koloru i do konturowania twarzy używam perełek brązujących z Avonu. Swietnie zastępują róż i pozostawiają na twarzy delikatnie mieniące się drobinki, a przy tym są bardzo wydajne. Pudełko starcza na bardzo długo. 

Jeżeli chodzi o cienie...Do codziennego makijażu używam cieni matowych, w naturalnych kolorach. Mocniej podkreślam kąciki oczu ciemniejszym cieniem. Tutaj królują u mnie Inglot, Maybeline, Manhatan i Avon. 

Ważne i często zapominane przy makijażu jest podkreślenie brwi. Ja do tego celu używam paletki bronzerów do brwi z firmy Oriflame. Zawiera ona jasny i ciemny cień, oraz wosk do utrwalenia. Brwi pozostają naturalne, ale podkreślone. 
Na koniec tusz do rzęs i błyszczyk. 
Jeśli chodzi o tusz stawiam na Oriflame Wonder Lash. Ma fajną silikonową szczoteczkę i niewielki grzebyk ( wiem , że dla niektórych nie jest to atut) jednak ja jestem zdecydowaną fanką. Nie skleja rzęs i wydłuża. Drugim moim numerem jeden jest Max Factor 2000 calorie- to już król tuszu zdecydowanie!.
Błyszczyk Vipera w deliktnym odcieniu sweet, dopełnia makijaż.

To o moim codziennym makijażu. Na wieczorne wyjścia gdzie światło jest zdecydowanie sztuczne używam bazy pod makijaż z firmy Soraya, podkładu Revlon w odcieniu sand beige i pudru sypkiego Max Factor. Zawsze staram się mocno podkreślić oczy. Wtedy można zaszaleć z perłowymi, nawet brokatowymi cieniami. Eleganckim wykończeniem jest kreska zrobiona linerem, ale tutaj trzeba już mieć troszkę wprawy.

Dla mnie podstawą dobrze wykonanego makijażu jest właściwy dobór kosmetyków- tak, ale także pędzli. to ważny element wykonywania makijażu. Ja jestm wierna mojemu magicznemu kubkowi, który kryje w sobie wszystkie pędzle jakich potrzebuję:)

Do paznokci polecam odżywkę Nail Tek. Pierwsza warstwa wchłania się w płytkę, a druga stanowi powłokę jak lakier bezbarwny. Świetnie się trzyma i naprawdę poprawia kondycję paznokci, nawet u zrezygnowanych, którzy stacili już nadzieję na ZADBANE PAZNOKCIE:) Polecam!  





KOLOROWO

Fotografia to nie tylko portrety i pejzaże. Fotografia dla mnie jest czymś więcej. Skoro interesujący wydaje mi się obraz, który na pozór nie ma w sobie nic, to po prostu robię mu zdjęcie. Kiedy zrzucam zdjęcia na komputer okazuje się, że to właśnie " nic" robi największe wrażenie. Zdjęcia, na których cały kadr zajmują rzeczy, są pełne ekspresji, przykuwają uwagę i są interesujące. Te fotografie poniżej, są zrobione przypadkowo, przy okazji spacerowego wypadu. Nic nadzwyczajnego, a jednak bardzo je lubię. Staram się wykorzystać swój aparat w możliwie najlepszy sposób. Pewnie jeszcze długo mi zajmie nim poznam mojego Nikona bliżej i nauczę się wszystkich jego funkcji, ale chyba najważniejsze jest to aby próbować...Najlepszą szkołą fotografii jest fotografia sama w sobie. Uczę się na błędach. Jeżeli widzę, że moje zdjęcia nie są najlepiej wykadrowane, to przy kolejnych staram się to poprawić i tak dochodzę do momentu w którym myślę...ładne to zdjęcie. Mam nadzieję, że z czasem tych momentów będzie coraz więcej...









a_netka

czwartek, 21 lutego 2013

na zimowe wieczory

Ostatnio faktycznie zaniedbałam mojego bloga...niestety na pewne rzeczy nie ma wpływu...kiedy wszystko się sprzymierza przeciwko, rzeczy stają się mściwe, a termin "prędkość" jest zupełnie obcy internetowi, który nie wiem sama dlaczego jeszcze nie został zamieniony na lepszy model...wtedy właśnie ciężko jest stworzyć jakiegokolwiek posta...za kolejnym już razem- sądzę, że nawet flegmatyk by się zniechęcił. . Ostatnio mój czas w pełni pochłania książka, którą polecam każdej kobiecie, chociaż uważam szczerze, że powinna trafić w ręce wszystkich mężczyzn. Byłaby dla nich świetnym poradnikiem po niezgłębionych jak dotąd tajemnicach kobiecego wyobrażenia na temat alkowy:)













Pod pseudonimem E. L. James ukrywa się była producentka telewizji BBC Erika Leonard. Początkowo zamieszczała swoją twórczość na blogu fanów sagi o wampirach - miała to być kontynuacja losów bohaterów "Zmierzchu". Jej wpisy zostały jednak usunięte jako zbyt pornograficzne. Wydawnictwo, które odważyło się opublikować książkę Leonard, nie spodziewało się takiego sukcesu i burzy medialnej. Niedawno w bitwie o zekranizowanie "Pięćdziesięciu twarzy Greya" brały udział największe wytwórnie filmowe. Krucjatę przeciwko powieści rozpoczęli już niektórzy duchowni. Autorka jeszcze podgrzewa atmosferę, mówiąc w wywiadach, że w "50 twarzach Greya" opisała tylko swoje fantazje erotyczne.

Niewinna studentka literatury i przystojny, zamożny biznesmen, który może wydawać się spełnieniem marzeń. Uległa dziewczyna i wprowadzający ją w tajniki perwersyjnego seksu dojrzały mężczyzna. Demoniczne pożądanie i budząca przerażenie fascynująca tajemnica. Czy w "Pięćdziesięciu twarzach Greya" odnajdziemy też własne skrywane fantazje?

Książka sama w sobie jest zachęcająca i na pewno zaciekawia, jednak język jakim jest napisana jest mocno przewidywalny i jak dla mnie za bardzo powtórkowy. Jest za mało dialogu, za dużo opisu, ale mimo wszystko polecam na pochmurne zimowe wieczory...
Zdania sa mocno podzielone..Jedni uważają książkę za perwersyją inni nie widzą, różnicy w Greyu a w Harleqinach a jeszcze inni ( całkiem spory odsetek) są zachwyceni i książka ich pochłania bez końca.
Ja stawiam swoją opinię mocno wypośrodkowaną...i zachęcamdo lektury.


a-netka


wtorek, 5 lutego 2013

W codzienności najpiekniejsze jest to, że można dostrzec drobiazgi, które sprawiają, że najwieksze troski i problemy odchodzą w cień. Dla mnie bardzo ważne jest, aby mieć swój maleńki kawałek świata, swój sposób  dający poczucie , że wszystko w życiu jest po "coś". Bardzo wierzę, że los odwraca swoje karty, a dobro wraca do człowieka. Z resztą nie tylko dobro, no ale nie o tym chcę pisać. 
Dzisiaj  spotkałam pewnego czlowieka- starszy Pan...zaskoczył mnie. Podziękował mi za najprostszą rzecz na świecie, za to, że jak to ujął- "potraktowałam go szeregowo" nie wiedząc kim jest.  Szeregowo w dobrym tego słowa znaczeniu.  Nie zrobiłam nic szczególnego, jednak dla niego to było bardzo szczególne w tym momencie. Po niezbyt długiej rozmowie, wrócił do mnie drugi raz i powiedział, że jest mile zaskoczony moją osobą...
Później dowiedziałam się od niego że jest księdzem i że nie lubi kiedy ludzie wiedząc o tym fakcie zaczynają nienaturalnie "nadskakiwać mu". Pomyślałam nawet przez chwile, że w całej tej bieganinie, nie ma nawet chwili czasu, żeby zastanowić się nad uczuciami innych ludzi. Wszystko robimy odruchowo, w domu w pracy, nie wczuwamy się w głębsze emocje. A może gdzieś obok nas ktoś potrzebuje zwyczajnie dobrego słowa...albo liczy , że właśnie dzisiaj, kiedy wszystko sprzysięgło się przeciwko niemu, ktoś nie spyta ordynarnie...dlaczego płaczesz? 
Zycie jest pasmem zbiegów okoliczności i sytuacji budujących nasz bagaż doświadczeń. Przez każdą rzecz, która nam się przytrafia stajemy się silni i mimo, że czasami dzień przeobraża się w trudną do pokonania przeszkodę, to zawsze jest dla nas kolejną lekcją życia..

Dla utrzymania klimatycznej zadumy 






sobota, 2 lutego 2013

drożdżowe bułeczki z budyniem

Dzisiaj w sobotni wieczór, chciałabym podzielić się moim sprawdzonym już przepisem na drożdżowe bułeczki. Kiedy pogoda nie sprzyja fotografii ani spacerom, lubię pokrzątać się po kuchni i co nieco upichcić...

Ciasto drożdżowe:
- 3 szklanki mąki pszennej
- 1/2 łyżeczki soli
- 5 łyżek cukru
- 3/4 szklanki ciepłego mleka
- 1 jajko
- 30 gr świeżych drożdży
- 70 gr roztopionego masła

Nadzienie:
 -budyń śmietankowy ( ugotowany w proporcji 3 opakowania budyniu na litr i szklankę mleka i 5 łyżek cukru)- jest to proporcja na podwójną ilość ciasta.

Przygotowanie

 Drożdże rozetrzeć z łyżką cukru. Dodać do masy dodajć pół szklanki ciepłego mleka, odrobinę mąki i odstawić w ciepłe miejsce, aby drożdże podrosły (na ok. 15 minut). Następnie w dużej misce wymieszać suche składniki. Wlać do tego wyośnięte  drożdże i resztę mleka, roztopione masło oraz wbić jajko. Wyrobić ciasto (można mikserem- za pomocą sprężynkowych końcówek. Odstawić do wyrośnięcia na ok. godzinę w ciepłe miejsce.
  Następnie wyjąć ciasto na posypaną mąką stolnicę. Rozwałkować je na kwadrat o bokach ok. 30 cm. Posmarować ciepłym budyniem. Zawinąć w rulon. Pokroić na grube (ok. 2 cm) plastry i ukłożyć w okrągłej blaszce wyłożonej papierem w odstępach ok. 3 cm – ciasto jeszcze urośnie!  Przed włożeniem do pieca posmarować mlekiem, żeby  się zrumieniły. Piec około 25 minut w 180 stopniach.







Przepis jest prosty w wykonaniu , a bułeczki miękkie i pachnące.  Samo ciasto można wykorzystać na wiele sposobów. Nadzienia do bułeczek mogą być przeróżne według uznania. Ja robiłam już bułeczki z makiem, kakaem, cynamonem i budyniem. Za każdym razem są inne, ale za każdym razem pyszne i szybko znikają..:)

Smacznego!

a-netka



 

piątek, 1 lutego 2013

poezja karmi duszę

Gdy czasami zdarza mi się znaleźć chwilę czasu, usiąść pod ciepłym, miękkim  kocem i zapomnieć, że istnieje jakiś świat wokół mnie, a w powietrzu unosi się aromat gorącej cynamonowej herbaty z nutką wanilii, to  przychodzi do mnie maleńki duszek i namawia mnie do napisania czegoś płynącego prosto z serca.. Nie z przypadku mój blog tak właśnie nazwałam. Chcę w nim umieścić wszystko, co płynie z mojego serca, co jest moją codziennością, ale też co stanowi oderwanie od tej codzienności. Lubię pisać wiersze.. Nie robię tego często, bo uważam iż do stworzenia wiersza potrzebny jest swoisty nastrój i wyjątkowy klimat. Przez ostatnich kilka lat jednak troszkę się ich uzbierało. Co jakiś czas postaram się wrzucić tutaj kilka wersów mojej poetyckiej twórczości. Ten wiersz jest o Księżycu...


Na czarnym niebie błyszczy wciąż
O gwiazdy troszczy się jak mąż
Rozświetla wielu sercom szlak
Tylko muzyki jest mu brak

Wśród ciemnej ciszy w zawieszeniu
Beztroskim mroku oka mgnieniu
Rozmytej czasem czerni nieba
Nic więcej nocą mu nie trzeba

I tylko złotem wciąż potrafi
Niczym szef wielkiej gwieździstej mafii
Zawładnąć ziemią, niebem, światem
Jest naszym złotym, księżycowym bratem...



To jest kilka zdjęć, które tak samo jak wiersze są dla mnie odskocznią, a chwile spędzone z aparatem w rękach traktuje jak przygodę.. 










a-netka